Wobec niewystarczających działań publicznych, rola firm może mieć kluczowe znaczenie dla poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach – mówi twórca projektu edukacyjnego Świadomy Kierowca. –  Ta zmiana musi zacząć się właśnie w firmach między innymi dlatego, że to pracodawcy najbardziej narażają zdrowie i życie ludzi. A niektórzy na pytanie o bezpieczeństwo potrafią dziś jeszcze odpowiedzieć: „Przecież każdy musi kiedyś umrzeć!”

 

Zaangażowane i świadome firmy to jeden z najskuteczniejszych środków jakie mamy do dyspozycji! – mówi Sylwester Pawłowski, prezes Safety Logic i twórca projektu edukacyjnego Świadomy Kierowca. – Wizja zero wypadków w skali narodu jest trudna, a w firmach już się realizuje. Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Zaangażowane i świadome firmy to jeden z najskuteczniejszych środków jakie mamy do dyspozycji! – mówi Sylwester Pawłowski, prezes Safety Logic i twórca projektu edukacyjnego Świadomy Kierowca. – Wizja zero wypadków w skali narodu jest trudna, a w firmach już się realizuje. Fot. Łukasz Zboralski/brd24.pl

Przecież każdy musi kiedyś umrzeć – naprawdę ktoś tak odpowiedział Ci na pytanie o bezpieczeństwo pracowników?!

Sylwester Pawłowski, prezes Safety Logic i twórca projektu edukacyjnego Świadomy Kierowca:
– Niestety tak. Co gorsza był to właściciel małopolskiej firmy handlowej zatrudniającej kilkadziesiąt osób. Prezes, który osobiście odpowiadał za swoich pracowników, podczas rozmowy na temat kierowców w jego firmie, o których wiedziałem, iż często po skończonym kursie z tachografem zamiast pauzować, przesiadali się do vana i jechali dalej, jakby  zmęczenie i kondycja psychofizyczna nie miały żadnego znaczenia wykazywał niezwykłą nonszalancję wobec kwestii bezpieczeństwa mając na uwadze wyłącznie liczbę dokonanych wizyt handlowych. Zapytałem go wtedy co zrobi, jeżeli będzie musiał przekazać rodzinie, że ich ojciec zrealizował wprawdzie target w 95 proc., ale do domu niestety już nie wróci. Odpowiedział bez wahania, że „Przecież każdy musi kiedyś umrzeć!”.

Przyznam, że dość długo zajęło mi otrząśnięcie się z szoku po usłyszeniu tej odpowiedzi. Jednocześnie jednak dotarło do mnie jak wiele jest do zrobienia, szczególnie w kwestii świadomości.

Motywacją do podjęcia działania stała się ponadto dla mnie świadomość, iż na drugim biegunie są firmy, które inwestują w bezpieczeństwo ludzi. Szkoliliśmy np. zawodowych kierowców Orlen Transport, którzy są w absolutnej elicie bezpieczeństwa. Ich grupa zawodowa to 3 wypadki i zero ofiar śmiertelnych w 2013!  Ja zdecydowanie wolałbym pracować w firmie, która dba o mnie i moją rodzinę.

Parę dni temu zwróciliśmy uwagę publicznie na to, że w reklamach BP i Aviva pokazywane jest łamanie przepisów ruchu drogowego – wożenie dziecka bez fotelika i jazda bez zapiętych pasów bezpieczeństwa. Dlaczego w takich firmach, w korporacjach, dochodzi do takich sytuacji?

 

Niektóre firmy, jak np. wspomniane BP, mają naprawdę poważne zasługi na polu BRD. Firmy prowadzące jakiekolwiek działania w tym obszarze można podzielić na kilka typów.

W większości korporacji bezpieczeństwem kłopoczą się jedynie wybrańcy, np. dział szkoleń, albo HR, albo PR/CSR w Polsce lub w centrali zagranicą. Takie firmy inwestują w programy i kampanie, szczerze i z zaangażowaniem, jednak niewystarczająco dbają o świadomość i zaangażowanie ludzi wewnątrz swojej organizacji. Gdyby odpowiedzialni za ostateczny kształt reklamy BP/PayBack mieli w sobie wrażliwość i naturalną kulturę bezpieczeństwa, gdyby byli szczerze zaangażowani w BRD, a nie tylko na potrzeby zleconej kampanii, wówczas z pewnością nie dopuściliby do tego, aby miliony ludzi przed telewizorami zobaczyły dziecko w jadącym aucie nie zapięte w foteliku pasami.
Myślenie przez pryzmat bezpieczeństwa i takie też postrzeganie otaczającej nas rzeczywistości uwrażliwia nas i wyczula na zagrożenia. Pozytywny przykład: taksówkarz, który nie tylko wozi fotelik w bagażniku, bo szef kazał, ale też proponuje go klientom, a nawet nalega, by z niego skorzystali, choć nie muszą.

Inny typ to firmy, gdzie działania podejmowane są punktowo i sporadycznie. Erę chaosu przerywa zwykle wielki wybuch świadomości – moment, w którym zdarzy się w firmie wypadek, albo ktoś z zarządzających uświadomi sobie, jak wielkie są ryzyka. W tej fazie podejmowane są nagłe decyzje. Jednak trzeba podejścia systemowego, zaplanowanego i skierowanego do jak najszerszego grona odbiorców, zmieniającego świadomość i budującego kulturę bezpieczeństwa. Dopiero w drugiej kolejności można zabrać się do audytu bezpieczeństwa, oceny sytuacji, specyfiki firmy i zastosować narzędzia szyte na miarę. Na początku najważniejsze jest zwrócenie uwagi na problem. Jak u alkoholika.

Z kolei w małych firmach, jak nasza, łatwo jest wprowadzić wspólnotę przekonań i rzeczywistą wiarę w misję. Trzeba tylko dobrze dobierać ludzi, potem nieustannie ich szkolić, ale przede wszystkim niezmiennie dawać dobry przykład. Dlatego też w naszej firmie zwracanie na to uwagi jest czymś naturalnym. Nawet w prywatnych sytuacjach – sprawdzamy, czy znajomi dobrze zapinają dzieci, a taksówkarzy czy kurierów odpytujemy o motywacje do (nie)zapinania pasów. Wiesz, jak dziwi się, lub często wręcz irytuje taksówkarz poproszony o dowiezienie na miejsce z warunkiem jazdy zgodnie z przepisami?! (śmiech).

Bo?

Bo my naprawdę wierzymy w to, co robimy. Np. dostawcy mają nas tak dosyć, że zapinają pasy, zanim podjadą pod okna naszej siedziby. Każdy z nich dobrze wie, że będzie miał suszenie głowy. I wiesz co? Dla niektórych z nich zapinanie pasów stało się już naturalne. Kilka dni temu przyjechał do nas kurier, który przy nas rozmawiając przez telefon z kolegą strofował go, żeby jadąc nie rozmawiał z nim tak długo, bo się tym dekoncentruje, ma gorszy czas reakcji i może potrącić pieszego. Człowiek musi uwierzyć, że to, co robi przyniesie zarówno indywidualne jak i globalne korzyści i że jest to społecznie bardzo ważne.

Od dawna jesteś tak wrażliwy na punkcie bezpieczeństwa?

Na świadectwie kończącym podstawówkę, w rubryce „Szczególne osiągnięcia”, miałem wpis: Zdobycie drugiego miejsca w wojewódzkim konkursie wiedzy o ruchu drogowym (śmiech).
Mogę chyba śmiało powiedzieć, że najwyraźniej interesowało mnie to od zawsze.

Załóżmy, że jestem tym Złym Prezesem. Od czego mam zacząć?

Bardzo niewielu jest tych naprawdę „złych”. Znacznie częściej są oni po prostu nieświadomi. Wielki wybuch świadomości oczywiście jest dobry i potrzebny, choć lepiej – jeśli się da – zacząć bez niego. Trzeba zacząć od zmiany świadomości czyli od komunikacji i uświadamiania wszystkich pracowników, budowania wrażliwości na otaczającą ich rzeczywistość. Pierwszą fazę można przeprowadzić zupełnie bezkosztowo – swoim działem PR, CSR, marketingu czy szkoleń. Pokazywać ludziom kampanie, pisać o tym, omawiać firmowe wypadki i kolizje. To nie musi być stereotypowy smutny policjant, który zrobi pogadankę i czytanie kodeksu.

Kiedy już wszyscy – zarządzający i pracownicy, kierowcy i handlowcy, będą przekonani, że problem jest ważny i warto się nim zajmować, nadchodzi czas na szkolenia dedykowane, konkretne i dostosowane do specyfiki firmy i regionu, na szkolenia inne dla różnych grup pracowników, czy pikniki BRD z rodzinami. Wtedy jest szansa dojść do poziomu Safe Master oraz wymiernych korzyści finansowych. Przede wszystkim jednak jako szef firmy wprowadzającej taką kulturę musisz sam zapinać pasy! Bo jak cię bez nich przyłapią pracownicy, stracisz nie tylko środki zainwestowane w program, ale przede wszystkim całą wiarygodność i szansę na to, że twoi ludzie pójdą za twoim przykładem.

Zmiana świadomości polskich kierowców ma zacząć się w firmach?

Oczywiście, ponieważ to jest najszybsza droga. Jedna decyzja zarządu ma niesamowity zasięg – to równowartość setek a czasem tysięcy indywidualnych decyzji pracowników. A do tego firmy podejmują decyzje w maksymalnie kilka tygodni, podczas gdy zmiany w prawodawstwie zajmują miesiące albo i lata. Dlatego zaangażowane i świadome firmy to jeden z najskuteczniejszych środków jakie mamy do dyspozycji! Wizja zero wypadków w skali narodu jest trudna, a w firmach już się realizuje. W zeszłym roku Unilever Polska odebrał prestiżową nagrodę PRAISE za zero wypadków w ciągu roku!

Gros ruchu drogowego, a zatem i ryzyk, to dzieło flot firmowych. Jeżeli każda firma zrealizuje Wizję Zero, lub będzie chociaż do niej dążyła, to w Polsce zrobi się znacznie bezpieczniej. Jeśli dodatkowo będzie to związane z całą kulturą organizacyjną firmy, to dla pracowników stanie się to bardzo naturalne. A wówczas wzrośnie nie tylko świadomość pracowników – kiedy oni nabiorą przekonania, że bezpieczniejsza jazda to korzyści, lecz będą tę świadomość krzewić dalej – w rodzinach, wśród znajomych. I to naprawdę ma głęboki sens.

Podam przykład – jeden z pracowników naszego klienta opowiedział mi historię sprzed kilku dni. Jego siedmioletni syn jeździ rowerem na trening piłkarski wraz z trenerem i kolegami. I kiedy zbliżali się do przejścia dla pieszych, chłopak zaprotestował. Trener się zdziwił, a chłopiec wytłumaczył, dlaczego tak nie można. Wszyscy zsiedli z rowerów i je przeprowadzili przez ulice. Czyli budowanie tej świadomości wykracza potem nawet poza rodziny pracowników firm. Tworzenie kultury bezpieczeństwa jest nawet dużo lepsze, niż kampania w mediach, która przemija.

Czy są już w Polsce firmy, które w ten sposób zaczynają dbać o bezpieczeństwo?

Tak, oczywiście. I na szczęście jest ich coraz więcej! Decyzje zapadają na różnym szczeblu – często członka zarządu, dyrektora personalnego, albo osoby odpowiedzialnej za BHP. Kierownik floty zwykle odpowiada tylko za samochody firmowe, więc rzadko proponuje rozwiązania dotyczące kultury całej organizacji, a to warunek konieczny dla powodzenia walki o bezpieczeństwo wszystkich pracowników i ich otoczenia.
Takie podejście stosują choćby Michelin, Saint-Gobain, Kompania Piwowarska, Żywiec Zdrój…

W Danone np. wrażliwość na bezpieczeństwo w ogóle jest posunięta do takiego stopnia, że ich handlowcy zwracają uwagę na zagrażające personelowi czy klientom, niebezpieczne ustawienie palet w odwiedzanych sklepach, a przerwy kawowe na firmowych szkoleniach wypełnione są atrakcyjnymi modułami i zadaniami, które pozwalają oderwać się od pracy w sposób aktywny i wartościowy. Takie mają nawyki i potrzeby, bo u nich w firmie ten temat żyje, dużo się o nim mówi, a co najistotniejsze – wyższa kadra daje wzór.
W Saint Gobain czy w Kompanii Piwowarskiej szkolenia obejmują okresowo wszystkich pracowników fabryki czy browaru, a nie tylko kierowców. Skoro pani Zosia z kadr codziennie jeździ do pracy rowerem, a pan Tadek z magazynu dojeżdża prywatnym samochodem, to dlaczego wykluczać ich z grona tych, którzy będą to robili świadomie bezpieczniej? Sandvik czy Ergo Hestia idą jeszcze dalej i organizują szkolenia nie tylko dla siebie, ale również dla swoich Klientów i Partnerów. Dobrych przykładów jest już całkiem sporo i – co ważniejsze – coraz więcej.

Kampania „Bezpieczeństwo na drogach w mediach – róbmy to dobrze!” zwróci uwagę na problem niewystarczającej wrażliwości na bezpieczeństwo. Uświadomienie tego to pierwszy krok. Ale jak przekonać firmy w Polsce, żeby zaczęły poważnie kształtować świadomość dotyczącą BRD?

Firma ma przede wszystkim zarabiać pieniądze. Może też zarabiać ich więcej będąc społecznie zaangażowaną. Jest takie słynne zdanie Wafica Saida, założyciela oksfordzkiej Said Business School, „Firmy, które skupiają się wyłącznie na zyskach to niekoniecznie te, które najwięcej zyskują.”. I nie chodzi tu wyłącznie o korzyści “miękkie”, ale o prosto policzalne dla firmy realne zyski.  Dr Marcin Czyczerski, dyrektor ds. Ekonomicznych w Sitech, jednym z liderów CSR w Polsce: podkreśla też, że odpowiedzialność społeczna pomaga firmie w biznesie. Przekłada się ona na wymierne korzyści finansowe oraz poprawę wizerunku firmy.

Poza korzyściami związanymi z pozycją konkurencyjną i siłą brandu, niesłychanie ważna jest właśnie relacja z interesariuszami zewnętrznymi i wewnętrznymi, z otoczeniem biznesowym, partnerami i pracownikami. Jeżeli oparta jest na zaufaniu i wzajemnej odpowiedzialności, skutkuje wzrostem atrakcyjności pracodawcy na rynku pracy,  a także lojalności pracowników i stałości bazy klienckiej, co ułatwia np. przebrnięcie przez okresy kryzysu. Dlatego tak ważne jest żeby zaangażować wszystkich w otoczeniu, w tym wszystkich pracowników, którzy zaangażują się w pracę w przekonaniu, że ich życie i przyszłość rodzin nie jest pustym frazesem. Najpierw jednak to management musi przekonać sam siebie.

To, że bezpieczniejsza jazda przekłada się na oszczędności w ubezpieczeniach, paliwie i przestojach, wiele firm już wie. Ale przecież strata doświadczonego pracownika w wypadku, choćby prywatnym, to również realna i wymierna strata dla firmy. Znakomitym przykładem jest szkolenie, które prowadzimy aktualnie dla polskich komandosów. Wyobraźmy sobie, że jeśli taki komandos nie zapnie pasów, lub nie zamocuje w aucie skrzyni, wszystko jedno czy służbowo z amunicją, czy prywatnie z gruszkami, to niewielka nawet stłuczka może go wyeliminować z misji. Przez taką głupotę lub nieświadomość on straciłby zdolność bojową, a my jako społeczeństwo – cennego żołnierza. Żeby działać skutecznie, trzeba za każdym razem docierać na miejsce w jednym kawałku. Dotyczy to w takim samym stopniu komandosów co handlowców.

To dlatego, że poważnie traktujecie swoją misję, postanowiliście wesprzeć naszą kampanię „Bezpieczeństwo na drogach w mediach – róbmy to dobrze!”? Uważacie, że trzeba nie tylko pokazywać dobre wzorce, ale też mówić o tym, co w Polsce robi się niewłaściwie?

Oczywiście, choć nie dla pustej awantury. Wolimy inspirować firmy i instytucje, umożliwiając zmianę sposobu działania. Do tego do znudzenia staramy się pokazywać dobre przykłady i nagradzać publicznymi brawami wszystkich, którzy cokolwiek w tym obszarze robią. Oto Przykład gdzie zmiana jest prosta i możliwa, a który wymaga jedynie zapalnika, inspiracji: Polska wydaje publiczne pieniądze, słusznie, na kampanie społeczne mające promować właściwe zachowania. Jednocześnie jednak dopuszcza się spoty pokazujące postawy dalekie od wzorców bezpieczeństwa, jak choćby wspomniane BP czy Aviva. Tymczasem skoro my, społeczeństwo, umówiliśmy się np., że nie będziemy pokazywać w reklamach przemocy czy alkoholu, to dlaczego nie mielibyśmy dopilnować, żeby nie pokazywać łamania prawa na drodze? Trzeba jasno powiedzieć, że jest to też zachowanie, które nie powinno spotykać się ze społeczną akceptacją. Mamy nadzieję, że jako pierwsza podpisze się pod Waszą akcją Komisja Etyki Reklamy, która wydaje się ciałem powołanym do rozpatrywania tego typu spraw.

Podoba mi się pomysł, aby to ludzie sami zwracali uwagę na niewłaściwe przekazy w reklamach, serialach, wiadomościach. Dzięki temu możliwe będzie zawczasu lepsze zaplanowanie i poprawienie wielu rzeczy, a nie dopiero po fakcie, gdy już zło zostanie wyrządzone, a błędny przekaz pójdzie w świat. To wszystko ma sens, bo dzięki temu można będzie w przyszłości wiele rzeczy robić lepiej, lepiej planować. Korzyść z takiej kampanii odniosą z pewnością wszyscy w Polsce, gdyż może to być właśnie zaczątek polskiej kultury bezpieczeństwa, którą staramy się współtworzyć. Kultury, w której weekendowa podróż na działkę przestanie być walką o życie.

Krzewienie kultury bezpieczeństwa jest naszą misją. Nie tylko na pokaz, w kampanii. Jeśli ktoś czuje się zagubiony, nie wie jak zacząć zmiany w swojej firmie czy otoczeniu, chciałby, ale boi się, że nie ma środków, albo zasobów ludzkich, może się do nas zwrócić. Dysponujemy wieloma przykładami firm małych i dużych, szkół i społeczności, które rozpoczęły choćby od bezpłatnego Biuletynu Bezpieczeństwa. Jak mówi klasyk “Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od małego kroku”.

Wywiad opublikowany w ramach kampanii „Bezpieczeństwo na drodze w mediach – róbmy to dobrze” www.brd24.pl